lazyhours
|
przypomnij hasło
|
rejestracja

lazyhours.pl


więcej artykułów »

lazyhours.pl

Sztuka dla sztuki

Jaki cel przyświecał Santagacie podczas pisania „Mistrza Bladych Świętych”? Jakiś przecież musiał. Każda książka powstała z myślą o czymś, o kimś. Niektóre po to, by bawić do łez, inne, by trzymać w napięciu, jeszcze inne, aby pouczać, rozwikływać tajemnice, bawić. Po lekturze „Mistrza…” odniosłam nieodparte wrażenie, iż powieść ta powstała dla samej sztuki pisania. Rzekłabym – pozycja Santagaty to sztuka dla sztuki.

Owszem,  Autor  wykazuje  się  przebogatą  wiedzą  historyczną  i  malarską, widać, że wie,  o czym pisze, gdy opisuje techniki malarskie, budowę kościołów, renesansowe romanse. Widać, że jest włoskim profesorem literatury. I na tym koniec, dalej pusta przestrzeń lub, jak kto  woli,  czarna  dziura,  w  której  nie  dzieje  się  nic  szczególnego, nic, co intrygowałoby z jakichkolwiek przyczyn czytelnika. Zamiast ciekawej fabuły może i nie mniej ciekawe opisy  architektury,  malarstwa  i  renesansowych  opowieści,  jednakże  nieco  przydługawe w stosunku do ubogiej warstwy fabularnej. Zamiast frapującej zagadki nudne oczekiwanie, aż główny bohater rozważający przez całą powieść – powiesić się czy nie – zrobi to albo li też nie. Zamiast pikanterii, która aż prosiłaby się o wplecenie jej w tego rodzaju literaturę, jakieś namiastki, młodzieńcze mrzonki i mgliste insynuacje, że ktoś z kimś…

 

Ubóstwo wątku jest na tyle rażące, że po odfiltrowaniu „Mistrza…” z opisów pejzaży, architektury, technik malarskich głównego bohatera i jego mistrza, po usunięciu komentarzy historycznych, skądinąd czasami nazbyt zawiłych, pozostałby z jedenastu może jeden rozdział. Rozdział banalnie prosty, opisujący historię w stylu drogi do sukcesu amerykańskiego pucybuta.

 

Główny bohater, Cinìn albo też Gennaro, pojawia się na scenie jako posługacz przy krowach

i świniach, by po kilku przypadkach trafić pod strzechę mistrza Gilberta i samemu zejść ze sceny jako Mistrz Bladych Świętych, Mistrz Gennaro z Porretty. W międzyczasie podkochuje się  nieszczęśliwie  w  swojej  niegdysiejszej  pani   Hrabinie Renno, która sama romansuje z lokalnym proboszczem, rodząc mu w końcu syna i zrażając tym do siebie Gennaro. Gdy jest już sławny, otrzymuje od niej zamówienie na pokrycie ścian kościoła freskami. Liczy na zwieńczenie swego artystycznego i życiowego sukcesu pochwałą i uznaniem z ust swej dawnej pani i niespełnionej miłości. Miast tego słyszy niezadowolenie, potępienie jego własnych idei malarskich. Sukces okazuje się być klapą, Mistrz postanawia się zatem powiesić, lecz, o ironio!, gdy w końcu skacze z drzewa z powrozem na szyi, lina okazuje się być zbutwiała. Powieść kończy się bólem gardła Mistrza Bladych Świętych.

 

Polecam jedynie zapalonym miłośnikom literatury historycznej, może oni znajdą w tej pozycji więcej wątków fabularnych.

 
Średnia ocen:
Twoja ocena:
dodajdo.com



LazyHours.pl on Facebook

Wyślij komentarz

Lazyhours poleca

lazyhours.pl
LazyHours na Facebooku

Spotkania

lazyhours.pl


Copyright © 2007-2012 Vividmedia