Modę na dom na peryferiach wykorzystali deweloperzy. Wielu z nich proponuje bliźniaki lub domy wolnostojące. Do tego mniejszy lub większy kawałek zieleni, który można ciekawie zagospodarować. Widoki z okna są bardziej przyjazne dla oka, a sąsiedzi tworzą społeczności i chętnie się odwiedzają, zawierając znajomości.
Peryferie wielkich miast, niegdyś tereny wiejskie, teraz stanowią modne osiedla, eleganckie domki, stylowe ogródki. Fala napływu ludzi z miasta na peryferie ciągle rośnie. Ceny mieszkań, na przykład we Wrocławiu, są tak wysokie, że młode małżeństwa decydujące się uwić własne gniazdko, często kupują grunt lub dom w okolicach metropolii.
Boom na domy pod Wrocławiem zaczął się wraz z boomem na rynku nieruchomości. Nasze osiedle Słonecznikowe w Smolcu sprzedało się poprzez tak zwaną plotkę. Mieszkańcy polecali nasze domy swoim znajomym i w ten sposób na osiedlu zamieszkali ludzie, którzy wcześniej się znali, przez co panuje tam świetna atmosfera. – Mówi Magdalena Rynkowska, Kierownik ds. Promocji i Marketingu w firmie S-DOM.
Dom na peryferiach dużego miasta ma wiele atutów. Przede wszystkim brak miejskiego zgiełku. Mieszkańcy nie są anonimowi, nawiązują przyjaźnie, a tradycyjny już wiosenny grill sprzyja nowym znajomościom. Ponadto tańsze utrzymanie nieruchomości, jak również pewność, że dziecko wychowuje się jednak w choć trochę czystszym środowisku, daje komfort iż pieniądze zostały dobrze zainwestowane. Powrót po ciężkim dniu w pracy do takiego domku jest na pewno przyjemniejszy, niż wjeżdżanie windą na 8 piętro w wielorodzinnym wieżowcu.
Lasy, łąki i mili sąsiedzi, każdy sobie życzy takiego otoczenia w miejscu zamieszkania. Osiedla tworzone przez deweloperów to małe arkadie, gdzie życie płynie wolniej, matki spacerują z dziećmi, a pani ze spożywczego miło wita codziennie podając świeży chleb. Warto może się zastanowić zatem, przy wyborze własnego gniazdka, czy ładniejsze i przyjemniejsze jest otoczenie zieleni czy kolejnych bloków?