Wystawę „Zawsze pod ręką” można do listopada oglądać w Muzeum Narodowym. Można oglądać, zachwycać się i… uczyć.
Haftowane, wyszywane paciorkami, skórzane, codzienne, balowe, wieczorowe, poręczne i niepraktyczne. Zdobione łuską rybią (osobliwy pomysł, muszę wyznać), ze skóry krokodyla, z jedwabiu, z drewna… Torebka, która jest nie tylko przydatna – ale także jest sposobem na wyrażenie swojej osobowości – jak się okazuje to zadanie torebka spełniała zawsze. Warto się o tym przekonać zwiedzając Muzeum Narodowe.
Gdyż możemy chyba otwarcie powiedzieć – o historii torebki wiemy niewiele. Bo która z nas miała okazję zobaczyć sakiewkę średniowiecznej damy? Czy wiemy, co trzymano w jałmużniczce? Czy wiemy co kryje się pod tajemniczą nazwą „châtelaines”? Czy zastanawiałyście się kiedykolwiek, kiedy nasze prababki zaczęły nosić „reticule” (dobrze nam znane „torebki do ręki”)?
Kilkaset torebek – woreczków, portmonetek, toreb, sakiew zebranych pod jednym dachem – wypożyczonych z rozmaitych muzeów i od prywatnych kolekcjonerów – okazja ujrzenia tylu torebek zgromadzonych w jednym miejscu może nie powtórzyć się już nigdy. Dlatego zarezerwujcie sobie wolne popołudnie. Albo dwa… Bo nauki nigdy za mało!
A ponieważ torebka należy do podstawowego wyposażenia każdej kobiety i jest nieodłącznym jej rynsztunkiem – wystawa znajduje się w
Arsenale Muzeum Książąt Czartoryskich przy ul. Pijarskiej 8.

tekst: Daria Gosek