„Margot” zaskakuje i szokuje. Jest jak dobrze przyprawiona meksykańska potrawa: pieprzna, soczysta, zaskakująca. Święta Asia od Tirowców nawracająca kierowców, Margot, która od czasu do czasu przebiera się za tirówkę, by wyładować skumulowane napięcie seksualne, czyhająca na nią Greta (kierowca niemieckiego tira), Waldemar Jesionka, który wyrwawszy się z Polski klasy Z stał się uczestnikiem telewizyjnego reality show, potem najsłynniejszym polskim celebrytą, sławniejszym od Dody i Michała Wiśniewskiego (razem wziętych) – a wszystko to ukazane z humorem, złośliwie, ale i celnie. Witkowski nie oszczędza nikogo i niczego – Polski klasy Z, świata mediów, kleru, kierowców, policjantów tworzy czasem zabawny, a czasem przerażająco prawdziwy, okrutny obraz polskiego społeczeństwa. Okrutnie piękny – chciałoby się powiedzieć – gdyż tkwi w „Margot” przedziwny urok. Pod piórem Witkowskiego nawet scena orgii nabiera osobliwego piękna. Gdzieś w tle majaczy postać Witkacego patrona całej tej „kurwiszonerii” (jak sam lubił mawiać).
Powieść porywa i wciąga – być może sekret tkwi w języku – języku tirowców, hermetycznym, dziwnym. Być może tajemnica kryje się w sylwetkach bohaterów – czyż nie znamy takich Waldków, czyż nie machają do nas codziennie z ekranów telewizorów. Być może kluczem do rozwiązania tej zagadki jest bezkompromisowość i odwaga autora – nie boi się ukazywać wszelkich bolączek naszego społeczeństwa – od księdza-pedofila po decydentów, roszczących sobie prawa do mówienia nam, kogo powinniśmy podziwiać (znakomicie narysowana postać znanego wszystkim Roberta Leszczyńskiego). A wszystko to zaprawione sporą dozą ironii.
Miłośnikom literatury serwuje Witkowski prawdziwą ucztę – bawi się konwencjami, nawiązuje do takich tuzów literatury jak Olga Tokarczuk, William Wharton. Podpatruje Dorotę Masłowską i puszcza do czytelnika perskie oko – „też tak potrafię”. I muszę przyznać – potrafi. I to jeszcze jak!

Michał Witkowski
tekst: Daria Gosek