Ale blog jest narzędziem nader przydatnym - pomijając możliwość zrealizowania się na niwie grafomańskiej pozwala również na prezentację treści, które niekoniecznie nadają się do pokazania światu w ramach oficjalnego serwisu.
Bowiem blog to blog. Z jednej strony służyć może prezentacji firmy, ale czym kończy się oddanie blogowania w ręce prezesa przez grzeczność nie wspomnę. Nie będę także przytaczać przykładu, który sam się na klawiaturę ciśnie, pewnego popularnego w ostatnich miesiącach serwisu społecznościowego. Który to serwis uznał, że czas wyjść do ludzi, postawił blog, pierwszy wpis popełnił bodaj prezes, następne - dzięki bogom!- ichnia rzeczniczka prasowa.
Blogerzy słusznie zauważają, że coraz częściej wyręczają dziennikarzy w dziennikarskiej robocie. Są blogi zawodowe, z których ogól czerpie wiadomości na równi z tematycznymi stronami internetowymi. Są blogi zawodowców, którzy za pośrednictwem tego sympatycznego narzędzia dokonują kontrolowanych przecieków na temat polityki ich firmy (kłania się Google). Są blogi edukujące czytelników, na przykład moje ulubione Lege Artis Olgierda R.
Są oczywiście też blogaski na których lśnią różowości, połyskują neonowe zielenie, a po oczach biją orty zapisywane specyficzną manierą.
Co znajdziecie na blogach LazyHours? przekonacie się już niebawem.
Zapraszamy ;)