Rodakom bowiem w głowach się poprzewracało i w ślad za wyższymi pensjami, jakie stają się naszym udziałem od ponad roku, ruszyliśmy na większe zakupy. Nie wiedzieć czemu nie mogę się oprzeć jakiemuś skojarzeniu dziwnemu, że zdaniem GUSu podobna rozrzutność jest karygodna, bowiem powinniśmy nadprogramowe grosze oddawać władzy państowej. Krzywdzę tym podejrzeniem władzę państową, ale trudno się mówi, podstawy aby tak mniemać nijakie posiadam.
Ale wracając do rzeczy, GUS wyliczył na przykład, że 98,5 proc. gospodarstw domowych posiada telewizor. Czyli można sobie założyć tezę, że telewizora w naszym nowym, wspaniałym świecie nie ma tylko ten, kto tegoż telewizora mieć nie chce.
Powodów awersji do srebrnego ekranu może być co najmniej kilka. Primo- bo mimo ściągania haraczu zwanego abonamentem telewizja - pardon my french - publiczna oferuje program nudny, denny i z epoki króla Ćwieczka. Sorry Winnetou, ale jeśli mam po raz setny oglądać w Święta Pawlaka i Kargula, względnie Kevina w Nowym Jorku to ja dziękuję, ale postoję. Secundo - można nie chcieć mieć w domu telewizora, bo człowieka wkurza propaganda, uskuteczniana za jego pośrednicwem. O tym że coś jest na rzeczy jestem niemal przekonana, bowiem dziwnym trafem inaczej dyskutuje mi się na tematy polityczne ze znajomymi posiadającymi telewizor oraz rezygnującymi dobrowolnie z tego dobra. I poglądy polityczne nie mają tu nic do rzeczy, po prostu widać kto rzuca utartymi sloganami ;)
Teraz pozostaje pytanie, kiedy miłościwie nam panująca Komisja Europejska wyrazi swe głębokie zaniepokojenie niemaniem telewizorów przez znikomy procent populacji. Tak jak wyraziła swe zaniepokojenie faktem, że ileś tam procent ludzi śmie żyć bez konta bankowego. Co grozi nie otrzymaniem kredytu na ten przykład. I brakiem kontroli przez Wielkiego Brata nad przepływem gotówki zdobywanej przez delikwenta.
Ot, miało być lazy, a wyszło poważnie. Wszystko przez poranny przegląd prasy.
Dobranoc państwu ;)