Żeńska część redakcji LazyHours nie dość że interesuje się motoryzacją i nowinkami technicznymi to jeszcze z przyjemnością ogląda mecze piłki nożnej (już nas kochacie panowie, prawda?). Wczorajszy mecz wbrew początkowym obawom dostarczył sporo emocji, choć będziemy się upierać, iż przez większą część czasu graczom przyświecała idea 'lazy'.
Za piłką biegali niemrawo, Austriacy sprawiali wrażenie że przejęli od swych północnych sąsiadów technikę gry i na boisku oglądaliśmy sprawny, skuteczny znany nam doskonale niemiecki/austriacki/ walec. Jak słusznie zauważono w pomeczowych komentarzach, połowa naszych piłkarzy mogła spokojnie zejść z boiska, pod warunkiem że w pozostałej ekipie znalazłby się Boruc. I nikt nie zauważyłby różnicy.
No ale jak się okazało, Leo B. wiedział, dlaczego w drużynie chciał mieć Brazylijczyka. Roger prezentował całkowicie inną szkołę futbolową, technika zagraj-do-kumpla-z-tyłu-i-niech-on-się-martwi-co-dalej jest mu obca. Podobnie jak obca jest idea odpuszczania sobie walki o piłkę, a całkiem nieźle opanował piłkarskie sztuczki pod tytułem kiwanie, mijanie i przejmowanie piłki. W temacie polskiej szkoły futbolu wkurza nas jeszcze jedno, a mianowicie granie na utrzymanie korzystnego rezultatu. Wprawdzie jak większość społeczeństwa znamy się doskonale na medycynie, polityce i piłce nożnej, ale wiedzy tej jakoś PZPN docenić nie chce i naszych dzielnych orłów szkoli Beenhakker a nie ekipa Lazy. Ale gdyby nasi panowie zamiast oszczędzać siły i pilnować wyniku 1:0 skoncentrowali się na próbie wbicie drugiego gola to może spokojniej zareagowaliby na kontrowersyjną decyzję o rzucie karnym?
Pozostaje tylko złożyć Borucowi podwójne gratulacje. W zasadzie potrójne: za postawę na boisku, za wypowiedzi pomeczowe oraz gratulacje należne młodemu rodzicowi. Niech się synek zdrowo chowa ;)